headphones

Zwiększ swoją kreatywność

Nie lubię ciszy.

Nigdy nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy stwierdzali: „Wyłącz to! Ciszej! Nie mogę się skupić!”. Dla mnie nie ma nic gorszego niż środowisko, w którym nic się nie dzieje. Otoczenie ciche do tego stopnia, że w uszach zaczyna piszczeć, a człowiek zaczyna słyszeć kichnięcia mrówek. Dlatego od kiedy pamiętam, wszystkiemu, co robię, towarzyszy muzyka. Zawsze jednak wydawało mi się, że jestem w zdecydowanej mniejszości. Kiedy na studiach stwierdzałem, że nie jestem w stanie się niczego nauczyć dopóki nie mam w tle odpowiednio dobranej muzyki, większość znajomych pukała się w czoło. Posiadanie współlokatorów, z kolei, szybko zmusiło mnie do zainwestowania w dobre słuchawki. Wykazywali oni w większości (dziwną dla mnie) potrzebę przebywania w ciszy. I nie chodziło nawet o kwestie głośności odtwarzania czy różnego gustu muzycznego. Oni po prostu potrzebowali ciszy. A ja do dzisiaj tego nie mogę pojąć.

Czasem jednak przychodzi taki dzień, że żadna playlista „nie podchodzi”, radio gra taki syf, że uszy mają ochotę spakować walizki i powiedzieć „Bon Voyage!” i nawet moje kochane Spotify dobiera losowo takie kawałki, że mam ochotę podziękować mu permanentnie za współpracę. Co wtedy zrobić? Przecież nie będę siedział w ciszy, bo zwariuję! (Serio. Dzisiaj rano zrobiłem mały test na potrzeby tego tekstu – wytrzymałem bez radia/muzyki jakieś 3 minuty. Potem organizm się zbuntował i sam bezwiednie sięgnął do włącznika miniwieży.) Okazuje się, że i na to są sposoby, a takich „sound freaków”, którym w ciszy umiera kreatywność jednak trochę na tym świecie jest.

 

Coffitivity

Jak twierdzą autorzy witryny coffitivity.com – ciężko jest być kreatywnym i efektywnym zarówno w bardzo cichym, jak i bardzo głośnym otoczeniu. Dlatego postanawiają dostarczyć „odpowiednią ilość hałasu” w postaci streamowanego dźwięku kawiarnianej sali. Powołują się przy tym na „badania”, które rzekomo potwierdzają postawioną przez nich hipotezę. Czy to rzeczywiście działa? Ciężko powiedzieć, mnie do końca nie przekonuje – z kilku powodów. Po pierwsze – to jest po prostu hałas, którego w dużym mieście nie brakuje. Po drugie, śmiem twierdzić, że na pobudzenie kreatywności przy pracy w kawiarni wpływa zdecydowanie więcej czynników niż tylko dźwięk (zmiana otoczenia, interakcja z nim, obserwacja wydarzeń itd.). Ale jak widać, niektórzy takich rozwiązań potrzebują.

 

Rainymood

Wkurza Cię, że na dworze piękne słońce, ludzie spacerują, uprawiają jogging, a Ty siedzisz jedenastą godzinę przed monitorem, bo projekt, bo deadline, bo klient? Zasuń roletę, załóż słuchawki i odpal rainymood.com – streming dźwięków padającego deszczu i burzy. Ja lubię deszcz (chyba, że jestem akurat na motocyklu – wtedy niekoniecznie), więc jak dla mnie jest to świetne rozwiązanie. Z jednej strony delikatnie  mnie relaksuje, a z drugiej pozwala skupić się na zadaniu, które mam przed sobą. W idealnym świecie przydałoby się jeszcze wyłączyć telefon i komunikatory. Ale idealny świat nie istnieje.

 

A jak jest u Was? Wolicie ciszę czy wręcz przeciwnie? A może znacie jakieś inne strony tego typu? Jeśli tak, to podzielcie się w komentarzach – na razie co prawda nowy Daft Punk „robi robotę”, ale już się zastanawiam co będzie, jak przestanie…