ID-100205514_1

Rok blogowania

Dzisiaj mija dokładnie rok od kiedy na tym blogu pojawił się pierwszy post.

Wypadałoby chyba z tej okazji coś napisać, podsumować, a może nawet trochę się pozwierzać…

Pomysł na to, by pisać bloga kiełkował w mojej głowie od dłuższego czasu. Długo nie miałem koncepcji o czym tak naprawdę chciałbym pisać. Później też nie do końca wiedziałem jak to wszystko spiąć w sensowną, spójną całość. Oczywiście po drodze pojawiły się też standardowe wątpliwości („czy ktoś to będzie chciał czytać?”, „po co ja to w ogóle mam pisać” itd.). W końcu jednak stwierdziłem, że raz kozie śmierć i nie ma co za dużo myśleć, a trzeba zacząć działać. I tak powstał ten blog.

Pisania podjąłem się też dlatego, że potrzebowałem oderwania od szarej rzeczywistości zawodowej. Potrzebowałem czegoś innego niż kolejne zlecenie, kolejny klient, kolejny projekt, kolejna setka maili. Zawsze lubiłem (i zresztą lubię nadal) pisać, więc blog wydawał się dobrym pomysłem. Nie miałem wcześniej żadnego doświadczenia z tzw. blogosferą (poza czytaniem kilku blogów) więc aspekt nowych doświadczeń był też kolejnym głosem „za”.

Co mogę więc powiedzieć po roku pisania? (A może raczej prowadzenia bloga, bo w ostatnim czasie powiedzieć, że pisałem byłoby nadużyciem.) Na pewno to, że nie żałuję podjęcia decyzji o blogowaniu. Prowadzenie tego bloga dało mi sporo doświadczenia w najróżniejszych zakresach, a to jak wiadomo rzecz bezcenna. Rok blogowania zweryfikował także sporo moich założeń. Nie mogę oczywiście być zadowolony z faktu, że od sierpnia praktycznie nic sensownego nie napisałem. Cóż, proza życia i siła wyższa wzięły górę nad moimi postanowieniami. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że po raz drugi taka sytuacja się nie powtórzy i zarówno Was, jak i siebie nie zawiodę.

A skoro już o Was mowa – przez ostatni rok pojawiło się tutaj prawie 2000 osób, które wygenerowało ponad 5000 odsłon. Czy to dużo czy mało – oceńcie sami. Jak dla mnie jak na blog o raczej niszowej tematyce jest całkiem ok. Zresztą do bycia drugim Piecykiem nie aspiruję, „cewebrytą” też zostać nie zamierzam. Chociaż przyznam, że jakbyście trochę więcej komentowali tutaj czy na FB, to wcale bym się nie obraził. ;)

Jeśli chodzi o treści, to najpopularniejszym tekstem na blogu jest zdecydowanie tekst o product placemencie w polskich serialach. Po piętach depcze mu wpis o tym jak nie pozyskiwać klientów. Jak widać chyba lepiej przyjmują się teksty z krytyką. Cholera, a tak chciałem, żeby ten blog był pozytywny…

Dobra, chyba wystarczy tych zwierzeń, późno się robi… Co by nie było – jestem tu, wróciłem do pisania, mam kilka pomysłów. Najbliższy rok zweryfikuje mój plan, a Wy, mam nadzieję, razem z nim. Do przeczytania!

PS. Zapomniałem napisać, że udało mi się przez ten rok dorobić własnego hejtera. Także ze spokojem sumienia mogę powiedzieć: jestę blogerę! ;)

 

Image courtesy of Serge Bertasius / FreeDigitalPhotos.net