ID-100148176_1

Proof reading

Każdy kto kiedykolwiek składał do druku cokolwiek poważniejszego niż baner z napisem SPRZEDAM i numerem telefonu (czarne litery na żółtym tle – obowiązkowy klasyk w portfolio) wie, że im większa ilość tekstu, tym mniej prawdopodobne jest uniknięcie literówek i mniejszych lub większych wpadek w zakresie złożenia tego tekstu.

Jeżeli kiedykolwiek miałeś do czynienia z projektem z dużą ilością tekstu, to zapewne wiesz, że nasz mózg działa tak fajnie, że po trzecim czytaniu nie masz szans zobaczyć większości tych błędów, których nie poprawiłeś podczas poprzednich dwóch czytań. A dla klienta Twoje trzecie czytanie będzie jego pierwszym. Wnioski z powyższego faktu wyciągnij sam.

Teoretycznie „szkoły” są dwie (a przynajmniej ja tyle znam). Pierwsza mówi, że jeśli otrzymujesz tekst od klienta, to poza właściwym połamaniem go (tekstu, nie klienta) nie powinno Cię interesować co jest w treści i czy Twój klient przypadkiem nie jest analfabetą z siedemnastoma zaświadczeniami o dysgrafii, dysleksji i dysbógwieczymjeszcze. Druga szkoła zakłada, że jesteś fajny i jednak nieco się zainteresujesz i przynajmniej poprawisz literówki i rażące błędy, co na pewno zostanie zauważone i (w większości wypadków) docenione przez klienta.

Którejkolwiek z tych metod byś nie stosował, warto żebyś wyrobił sobie nawyk tzw. proof readingu, czyli po naszemu – czytania w poszukiwaniu błędów. Poza tym nawykiem musisz wyrobić też pewien nawyk wśród swoich współpracowników, domowników, pani Jadzi z mięsnego, a nawet kota (jeśli go posiadasz). Nawyk ten polegać ma na tym, że nie będą marudzić, kiedy dasz im do przeczytania projekt w celu wskazania błędów. Nawet jeśli będzie to na tak porywający temat jak budowa ciepłowni kogeneracyjnych czy wpływ faz księżyca na rozmnażanie mrówki południowoafrykańskiej. Serio – im więcej par oczu, tym lepiej. A jeśli wśród tych oczu znajdą się takie, które wyłapią „zonki” w polskich znakach albo zastąpionych automatycznie czcionkach, możesz uważać się za prawdziwego szczęśliwca.

Czasem jednak nawet cała rzesza ludzi nie uchroni Cię przed popełnieniem błędu. Ja sam zresztą boleśnie przekonałem się o tym ostatnio, projektując 16-stronicowy folder dla jednego z naszych klientów (możecie zobaczyć go na moim profilu na Behance). Mimo, że w naszym biurze projekt przejrzały cztery osoby poza mną, a do tego co najmniej trzy u naszego klienta, drobnej wpadki nie udało się uniknąć. Ale cóż, widocznie tak miało być. A wiadomo, że z przeznaczeniem się nie dyskutuje…

 

Image courtesy of Just2shutter / FreeDigitalPhotos.net