ID-10093300-stockimages_1

Kto tu właściwie projektuje?

 

- Witam, dzwonię, żeby dowiedzieć się, czy przesłany projekt się podobał?
– A tak, owszem, podobał się.
– Czyli możemy uznać, że akceptuje Pan, puszczamy do druku i zamykamy zlecenie?
– Generalnie tak, tylko…
– Tak?
– A może by mógł Pan dać to tutaj większą czcionką, tamto przesunąć bardziej w lewo, ten żółty jakiś taki… mało żółty, to niech Pan to też poprawi. Aha no i wydaje mi się, że ten obrazek to powinien być zdecydowanie większy. To niech pan to pozmienia i będzie ok.
– …
– Halo? Halo! Jest Pan tam? Halo!!!

 

Każdy, kto chociaż raz wykonał jakikolwiek projekt dla klienta, prawdopodobnie spotkał się z sytuacją co najmniej podobną do powyższej. Jak sobie z nią poradzić?

 

Na potrzeby tego wpisu załóżmy, że:
a) Jesteś w miarę doświadczonym projektantem, który sporą część swojego życia poświęcił na zdobywanie wiedzy z zakresu projektowania (technicznej, psychologicznej, artystycznej itd.), a także swoje przed komputerem odsiedział i może pochwalić się portfolio obejmującym co najmniej kilkadziesiąt projektów, które weszły w życie.
b) Dokładnie zapoznałeś się z briefem od klienta i zastosowałeś się do wymagań oraz oczekiwań w nim zawartych.
c) Nie współpracujesz z klientem, który przewyższa Cię wiedzą o designie i doświadczeniem z zakresu zarządzania projektami graficznymi (chociaż prawdopodobieństwo trafienia na takiego klienta w naszym kraju jest mniej więcej takie, jak na spotkanie naprawdę urodziwej Niemki…).

 

Jeżeli nie spełniasz któregokolwiek z powyższych warunków, to… przełknij krytykę i grzecznie wprowadź poprawki. Prawdopodobnie racja nie jest po Twojej stronie, a może jeszcze czegoś sensownego się nauczysz. Inna sprawa to to, że rozmowa z sensownym klientem będzie zdecydowanie bardziej merytoryczna i konkretna.

 

Jeśli jednak spełniasz powyższe warunki, a przydarza Ci się sytuacja jak powyżej, to masz dwie opcje:

 

Opcja 1 – po najmniejszej linii oporu
Wprowadzasz zmiany zgodnie z „widzimisię” klienta (do momentu, który obejmuje wycena czy ustalone warunki współpracy). W rezultacie z sensownie przygotowanego projektu powstaje mały potworek, który wygląda okropnie i pod którym nie masz zamiaru się podpisywać, ale klient jest (relatywnie) zadowolony. Przeważnie do momentu, aż ktoś inny nie uświadomi mu, że projekt jest kiepski i ogólnie jest z nim coś nie tak. Zgadnij do kogo będzie miał wtedy pretensje? Podejścia tego radził bym unikać, chociaż wiem, że czasem nie jest to możliwe. W skrajnych sytuacjach może ono doprowadzić do sporych problemów:

 

Sytuacja autentyczna – grafik ze studia projektuje opakowanie produktu (dla niewtajemniczonych – opakowanie musi być zgodne z konkretnymi wytycznymi zawartymi w przepisach prawa) dla dużego klienta (ogólnopolski koncern). W okolicach 11-tej poprawki, bluzgi ze stanowiska pracy są już na tyle głośne, że przyciągają uwagę koleżanki po fachu, a latające wokół elementy wyposażenia biurowego również nie pozostają niezauważone:
– A co Ty się tak rzucasz?
– No przesz szlag mnie jasny trafi zaraz!
– Ty dalej to opakowanie męczysz?!
– Wyobraż sobie, że tak! Jedenasty raz poprawiam!
– A weź poka poka. Dżizas, fuuu! Co się stało z Twoim projektem?
– Klient się stał…
– Aha… A tak w ogóle to wiesz, że to jest niezgodne z przepisami i im tego nie puszczą na rynek?!
– Wiem, jest niezgodne mniej-więcej od czwartej poprawki. Informowałem o tym, ale Pani „Brand Manager” przecież wie lepiej, więc przestałem dyskutować.
– Heh, no to będzie dym…
Był. I to zdecydowanie nie ten biały, radosny.

 

Opcja 2 – pokazuj, wyjaśniaj, edukuj
Smutna prawda jest taka, że znakomita większość klientów to ignoranci, którzy sądzą, że wiedzą wszystko lepiej (wszak nasz kraj prowadzi w statystykach unijnych posiadając około 38 milionów ekspertów w dowolnej dziedzinie). Jeśli jednak widzisz otwartość klienta i pole do rozmowy, nigdy z niej nie rezygnuj! Wytłumacz dlaczego zastosowałeś takie, a nie inne rozwiązanie. Poprzyj to swoją wiedzą, czy to odnośnie zasad projektowania czy z zakresu psychologii i wpływu przekazu na odbiorców. Jeśli klient upiera się na jakieś rozwiązanie, spróbuj dowiedzieć się dlaczego? Może są jakieś istotne informacje, których Ci nie przekazał w briefie? Jeśli to nie poskutkuje, a klient upiera się nad rozwiązaniem, które jest akceptowalne, ale Tobie nie odpowiada, to je zaakceptuj. W końcu to klient płaci, więc ma prawo wymagać. Jeśli klient jest „betonowy” – patrz Opcja 1.

 

Z mojego doświadczenia wynika, że drugi ze sposobów (mimo, że nie zawsze możliwy do zastosowania) sprawi, że klient nie dość, że będzie zadowolony z Twoich usług, to jeszcze w jego oczach zostaniesz fachowcem, który zna się na swojej pracy. A stąd tylko krok do ponownej współpracy i poleceń Twojej osoby wśród kontaktów klienta.

 

Image courtesy of stockimages / FreeDigitalPhotos.net