2013-12-27 16.04.15_1

Branding po polsku

W sieci znajdziecie mnóstwo żywych przykładów tego jak nie należy nazywać firm.

Chciałoby się wręcz rzec, że fantazja naszych rodzimych przedsiębiorców jeśli chodzi o branding nie zna granic. Moim absolutnym faworytem jest branża budowlana, która słynne „BUD” umieściła już w każdej możliwej odmianie, miejscu i kontekście. I chociaż ogólnie dzieje się lepiej i spora część (szczególnie młodych) ludzi podchodzi do tematu znacznie bardziej kreatywnie, to nadal można spotkać przypadki, które nie dość, że kiepsko kreują wizerunek marki, to jeszcze narażają ją na śmieszność.

Ostatnio natknąłem się na taki przypadek w moim rodzinnym mieście. Zobaczcie zresztą zdjęcie w nagłówku – mówi samo za siebie. Przyznam szczerze, że jak to zobaczyłem, padłem. W większości przypadków nawet przy kiepskich nazwach można próbować zrozumieć „co autor miał na myśli”. W tym przypadku nie jestem w stanie. Może wy mi powiecie – co myślał ktoś, nazywając firmę produkującą bieliznę (w wolnym tłumaczeniu) SUTEX? O tym jak piękne logo stworzono do tej wspaniałej nazwy nawet nie piszę, bo mi ręce po raz kolejny opadły gdzieś w okolice kostek i nie mam siły ich podnosić…

Cholera, jak to jest, że jak ktoś nie zna się na hydraulice, to w większości wypadków nie kładzie sam instalacji wod-kan, a jak nie jest mechanikiem, to nie bierze się za remont silnika, ale KAŻDY uważa, że zna się na marketingu, reklamie i designie? Chyba nigdy tego nie pojmę…

I chociaż sam śmieję się, gdy widzę oferty „profesjonalistów od namingu”, to naprawdę czasem warto choćby zasięgnąć porady kogoś, kto zna się na rzeczy. Przeważnie niestety wykracza to poza „biznesplan” większości rodzimych firm, bo przecież „po co płacić komuś za coś, co mogę zrobić sam”. A potem szerzą się takie kwiatki, z których pół biedy jeśli śmiejemy się tylko my. Znacznie gorzej jest gdy trafia to za granicę i szerzy stereotyp „polaka-biedaka-cebulaka”, po części niszcząc tym samym dokonania i osiągnięcia wielu rodzimych firm i przedsiębiorców na arenie międzynarodowej…

PS. Jak znacie jakieś „fajne” przykłady takiego cudnego brandingu, podrzućcie w komentarzach tu albo na FB. A nuż jeszcze czegoś nie widziałem…